W poszukiwaniu korzeni      Historia Kuryłówki    Krewni i powinowaci   Poszukiwanie przodków z Kuryłówki i Tarnawca    Poszukiwanie przodków Milli    Emigracja mieszkańców Kuryłówki    Kahl   Szczepkowscy 

 


                                   Księga Gości-przeglądanie                                   Powrót


Magia jednego zdjęcia.

     Przeglądając album rodzinny moich Rodziców, sprowokowałam moją mamę do zwierzeń. Natknęłam się na jedno niewinne zdjęcie. Grupa działaczy PSL-mieszkańców Kuryłówki. Rok ok. 1933. Wykorzystałam te informacje, pisząc biogram mojego dziadka Juliana Feldmana. Jako członek PSL dał się sfotografować razem z innymi działaczami tej chłopskiej partii. Opis zawierał:

Członkowie PSL z Kuryłówki. Lata 30. XX wieku.

I rz. od góry od lewej:

1. Bucior, 2.Krach Jan, 3. Błoński (teść Rakszawskiego), 4. Nowak, 5. Krupa Piotr (Maryni ojciec), 6. Jasiek Skiba (Gruszka), 7. Pawliszek, 8. Bucior Antoni, 9. Gondek Michał, 10. Julian Feldman.

II rz. od góry, od lewej:

1.Góral Michał (brat Zośki ojca), 2. Żółtobrzuch, 3. Zawadowicz Adam (ojciec Mańki Pichowej), 4. ? 5. Skiba (Oglądacz), 6. ?? 7. Anna Pich Zawadowicz z d. Serafin, 8. Julian Kahl -kierownik szkoły, 9. Wrońska (nauczycielka), 10. ? 11. Fus Paulina z d. Hauser, 12. Bucior, 13. Mokrzycki.

III. rz. od góry, od lewej:

1.Skiba, 2. Muskus zza cerkwi, 3. Rup, 4. Bielak Mikołaj, 5. Szczepkowski Kazimierz, 6. Szczęsny Józef, 7. Fus Ludwik, 8. Kościółek Wojciech, 9. Oleszkiewicz Franciszek, 10. Góral Franciszek (ojciec Zośki).

IV. rz. na dole siedzą od lewej:

1.Kostek Michał (ojciec Milka i Bronka), 2. Gnatek, 3. Ćwikła Jędrek (ojciec Hanki Babiarzowej), 4. Korzeniec.

Dzieci od lewej: Janina Feldman, Antek Góral (Zośki brat).

Na trzeba było długo czekać na odzew. Na biogram dziadka Juliana natrafił Wojtek Hauser, który zajmował się poszukiwaniami genealogicznymi swojej rodziny. Napisał do mnie miły list, był zaskoczony, że w Kuryłówce jeszcze ktoś z jego rodziny pozostał. Był przekonany, że rodzina pod koniec XIX wieku przeniosła się do Podgórza w okolicach Krakowa. Aż tu nagle przeczytał w opisie zdjęcia, że członkami PSL był Paulina Hauser i jej mąż Ludwik Fus. Jego poszukiwania wzbogaciły się również o informacje księdza Hausera, który wyjechał na parafię koło Tarnobrzega.

Wojtek mi napisał:

„Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem informacje z Pani strony www. Moja rodzina osiedliła się w Dornbachu-Tarnawcu w końcu XVIII wieku. W moich poszukiwaniach genealogicznych kontynuuję pracę mojego dziadka, żołnierza AK, z lat wojny. Ta gałąź rodziny, z której ja pochodzę od lat 70-tych XIX wieku zamieszkuje w Podgórzu, Krakowie i Bronowicach.

 

W czasie ostatnich wakacji byłem przez dwa tygodnie w Tarnowcu, poszukując jakichkolwiek śladów. Niestety 140 lat to taki czas, przez który wszystko może zniknąć w niebycie. Będę wdzięczny za informację czy w swoich poszukiwaniach natrafiła Pani na nazwisko Hausner - w Tarnawcu zamieszkiwały trzy gałęzie tej rodziny. Zapewne wielu z nich rozproszyło się po ziemi leżajskiej, w okolice Niska, Łańcuta, Jarosławia.

Z uszanowaniem-Wojciech Hausner z Krakowa.

P.S. Leżajsk to ciekawe i ładne miasto, a okolice są naprawdę pełne uroku.

Swoje wakacyjne wojaże opisał:   Wojciech Hausner-Rzeka Złota

            Zdjęcie PSL-u zainteresowało również innego potomka niemieckich kolonistów. Andreas Krach, mieszkający w Niemczech przesłał mi wiele cennych materiałów, które wzbogaciły nasze wspólne drzewo genealogiczne. Odwiedziłam jego ciotkę Weronikę. Jak się okazało, Weronika, jest spokrewniona ze mną. Jej babka Maria Ćwikła był siostrą mojego prapradziadka Jana Ćwikły.

Kilka dni temu, z Hamilton (Ontario, Kanada), odezwał się do mnie Ryszard Szymczyk. Potomek znanej Rodziny Bielaków, po oglądnięciu zdjęcia napisał mi:

„Jestem zdumiony!!

Osoba w 2 im rzędzie 4a od lewej będzie albo mój wujek Jan Bielak który wyemigrował to Stanów Zjednoczonych, do Meriden Connecticut, albo mój kuzyn Tadeusz Bielak”.

Wydrukowałam jego list, odwiedziłam ciotkę, potem mamę. Wspólnie odtwarzaliśmy fakty, ożyły wspomnienia.

Magiczne zdjęcie pozwoliło mi przenieść się w czasy dzieciństwa mojej mamy. Te wspomnienia to kawał historii kilku Rodzin, zamieszkujących niewielką galicyjską wieś, położoną 7 km od Leżajska.

Przed wojną Kuryłówka była bogatą wsią, nie tylko w urodzajne pola. Z tej wsi wywodziło się wielu znamienitych ludzi, którzy zajmowali poważne stanowiska w Warszawie. Zadbali o rozwój i rozkwit swojego rodzinnego gniazda.

Rodzina Kahl’ów, Bielaków, Uchniatów, Oleszkiewiczów. To była „Śmietanka Kuryłowska”.

Kiedy burmistrz Leżajska, Urbański czynił starania o włączenie Kuryłówki do miasta, Franciszek Oleszkiewicz, który był wójtem, wykorzystał znajomości w Warszawie. Dzięki Uchniatowi, udało mu się załatwić, że Kuryłówka pozostała gminą zbiorową.

Uchniat i Kahl załatwili budowę mostu na Sanie w 1936 roku.

Kiedy czyniono starania, aby szkołę gimnazjalną przenieść z Leżajska do Łańcuta, Franciszek Oleszkiewicz użył swoich znajomości, szkoła pozostała w Leżajsku. Dyrektor Lubicz Majewski, osobiście przybył do Kuryłówki, by podziękować Oleszkiewiczowi. Przyjechał z liczną grupą uczniów, którzy wręczyli mu w podzięce kwiaty.

Mój dziadek żył bardzo zgodnie i w wielkiej przyjaźni z tymi rodzinami. Kiedy wysokiej rangą decydenci przyjeżdżali z Warszawy do rodzinnych domów w Kuryłówce, zachodzili do sklepu-wyszynku Oleszkiewicza. Jego wyszynk w Rynku, był miejscem spotkań przy piwie, gdzie rozmawiało się o interesach, rodzinnych kłopotach, o polityce. Mój dziadek Julian pomagał w  sklepie Oleszkiewiczowi, kiedy ten wyjeżdżał do Lwowa, czy Warszawy, załatwiać wiele publicznych spraw.

Rynek był równocześnie placem dziecięcych zabaw, gdzie dzieci zaprzyjaźnionych rodzin miały szczęśliwe dzieciństwo.

Moja mama, Marian Oleszkiewicz, Janka Oleszkiewicz, Stasia Pawliszkówna, Bronka Bielakówna, Bolek Bielak syn Pawła. Znam ich z opowiadań mojej mamy, jak by to byli moi dobrzy znajomi. Kiedy Bolek przyjeżdżał co roku z Warszawy do dziadków Bielaków, większość czasu spędzał z dzieciakami na rynku. A niejednokrotnie, jako serdeczny kolega Mariana, spał u Oleszkiewicza w stodole na sianie. Pomysłów do zabawy im nie brakowało.

Pewnego wieczora, Bolek zorganizował wywoływanie duchów. Mały okrągły stolik, świeczki, talerzy, tajemniczy nastrój i bezwzględna cisza. Kiedy po wywołaniu ducha swojego kolegi Dreszera, (marynarza, który zginął na morzu), talerzyk zaczął się ruszać, moja mama nie wytrzymała emocji i zaczęła rozmawiać, popsuło to atmosferę, prysnął nastrój, a Bolek bardzo się rozgniewał. Do tej pory, moja mama opowiada o emocjach towarzyszących tej zabawie, wierzy w autentyczność przychodzących duchów.

Bolek zginął w powstaniu.

Wywoływanie duchów w tamtych czasach, było bardzo popularne. Nie było wówczas telewizji. Mieszkańcy wsi urządzali sobie schadzki u Oleszkiewicza, by wspólnie czytać codzienną gazetę, w której drukowane były kolejne odcinki przygód pani Gorgonowej. Śledzono losy Lusi Zarembianki, która wywoływała duchy.

Z wywoływaniem duchów były związane losy także Pawła Bielaka, jednego z 11 dzieci Antoniego i Marii.

Paweł po I Wojnie Światowej, czy po rewolucji, osiedlił się w Rosji, pracował w Azerbejdżanie. Ożenił się z Rosjanką. Mieli 3 dzieci: Mietka, Nelkę i Bolka. Wrócił z rodziną do Polski, bo podobno podczas wywoływania duchów, został ostrzeżony przed grożącym mu niebezpieczeństwem utraty życia.

Po powrocie z Rosji, w 1935 roku wziął udział w spotkaniu z mieszkańcami wsi, gdzie opowiadał o straszliwej biedzie w Rosji, pokazywał im przywieziony stamtąd chleb, czarny jak ziemia.

Pracował w Rembertowie. Pracę załatwił mu jego najstarszy brat Michał, który był dyrektorem w Departamencie Ministerstwa Skarbu.

Moja mama pamięta, jak Michał prowadził swojego ojca, ubranego w siermiężną koszulę, do kościoła. Trzymał go pod rękę, manifestując swoją miłość, pokazywał w ten sposób, że mimo swojego stanowiska, nie wstydzi się swojego wiejskiego pochodzenia. Tak to przynajmniej odbierali ludzie widząc ich idących pieszo do kościoła.

Rodzina Bielaków była sąsiadami moich dziadków. Ich posiadłość graniczyła z cerkwią, która została po wojnie przekształcona w magazyn materiałów budowlanych. Dopiero w latach osiemdziesiątych (1981 r), po renowacji budynku, przemianowano go w kościół katolicki. Obecnie znajduje się tam kościół katolicki. Bielaki mieli charakterystyczną mowę (szybko mówili). Antoni Bielak i Maria z d. Koba mieli 10 dzieci. Najstarszy syn Michał, Paweł, Mikołaj, Jasiek, Fredek, Bronek, Józia, Aniela, Stefka i najmłodsza Kasia.

Jan (Connecticut USA,) ożenił się i miał 1 córkę - Eleanor która nadal mieszka koło Hartford - samotna. W 1938 odwiedził siostrę Katarzynę w Kanadzie, którą wcześniej namawiał na wyjazd do Ameryki.

Fredek zginął prawdopodobnie w Katyniu.

Bronek po wojnie wyjechał do Jeleniej Góry, a ok. 1965 roku wyemigrował do Hartford Connecticut USA. Był pszczelarzem. Miał syna Henryka i córkę Genowefę. Genowefa wyszła za mąż za Szymonika. Syn Piotr urodził się Szymonik urodził się w Bolesławcu, a Henry w USA.

Józia wyszła za mąż za Buniowskiego, kuzyna jej matki. Jej syn Bolek pracował u Oleszkiewicza, handlował z Tadkiem.

Aniela wyszła za mąż za Kędziora (Ukraińca) i wyjechała do Kołomyi. Miała 2 synów. Jeden z nich miał na imię Miron.

Kiedy Stefania wychodziła za mąż za komendanta Romańczuka, mój dziadek Julian był drużbą na ich ślubie. Miała 2 córki, które nie mówiły po polsku.

Kasia pojechała do Kanady w 1927 roku. Chciała wyjechać do USA, ale nie dostała wizy, gdyż utrudniano Polakom wjazd do Stanów. Musiała pojechać na 2 lata do północnej Alberta, gdzie pracowała ciężko i dopiero mogła wrócić do Hamilton Ontario ok. 1929.   Po wojnie odwiedziła Polskę. Jest matką mojego internetowego znajomego.

 

Mikołaj (3 XI 1887 - 8 V 1945).  Poślubił Katarzynę Buniowską. ( ur. 24 XI 1894 - 4 VII 1984).

Podczas wojny, służąca (Ruska), wydała Moskalom Mikołaja, zdradzając jego kryjówkę na strychu stajni. 6 maja 1945 roku Moskale zabrali Mikołaja oraz jego sąsiada Buczka do lasu w okolicy Kulna-Naklika. Polali im wrzątkiem głowy i rozstrzelali w bestialski sposób. Znaleziono ich w lesie 8 maja. Miał syna Mieczysława i 3 córki: Czesię, Bronkę i Zosię.

Cesia była koleżanką Janki Oleszkiewiczowej i Weroniki Szewczyk (Niemiec). Wszystkie były rówieśniczkami z 1922 roku. Była blondynką. Moja mama i Karolka Kobowa przygotowały jej na wyjazd poduszkę, skubały pióra.. W dowód wdzięczności dostały od Cesi jakieś broszki, czy korale.

Wyjechała do USA jeszcze przed wojną, w 1937 r. Do Gdyni odwiózł ją brat Tadek.

Przyjechała do Polski po wojnie, odwiedziła Piotra Tkaczyka. Do dziś żyje w Connecticut.

Bronka była serdeczną koleżanką mojej mamy. Urodziła się w styczniu 1924 roku, moja mama jest z maja tego samego roku. Ta czarnowłosa, bardzo ładna dziewczyna, przez wszystkie szkolne lata siedziała w jednej ławce moją z mamą. Kiedy 8 września wybrały się do szkoły w Leżajsku, zrobiły sobie u fotografa na Podklasztorzem zdjęcie tzw. minutówkę. Mama ma to zdjęcie do dzisiaj. Była chora na gruźlicę. Zmarła w Wielką Sobotę, czy Wielką Niedzielę -14 kwietnia 1941 roku, w wieku 17 lat. Nie zdążyła nawet mieć narzeczonego. Tuż przed śmiercią była jeszcze na weselu swojego kolegi, Michała Kyci.

Zośka (ur 26 stycznia 1926 r) była blondynką. Swojego męża poznała u Feldmanów (przyszła tam, kiedy żołnierze poszukiwali niejakiego Krupę. Ten żołnierz ją odprowadził i tak nawiązała się ich bliższa znajomość. Moja mama pisała w jej imieniu listy do niego. Podobno piękne.

Kiedy Zośkę aresztowali, moja mama na prośbę Bielaczki, (matki Zośki), napisała list do męża, zawiadamiając go, że Zośka siedzi w więzieniu w Rzeszowie. Po interwencji męża, została zwolniona.

Jej mąż był wykładowcą na uczelni, mieszkali w Łodzi. Była na pogrzebie swojego ojca Tadka w Kuryłówce.

Mietek (ur. 1920 r), syn Mikołaja (blondyn), był wojskowym, nie wrócił do Polski. Był w Polskim Wojsku w czasie wojny (wyjechał do Afryki i Palestyny), a po wojnie wyjechał do  Anglii. Wyemigrował do Kanady (Hamilton Ontario) w 1947 roku. Ożenił się z Signa Balcerzak - (z okolic Poznania) w roku 1956.

Mieli oni 3 synów:  Piotr, Ryszard i Michał.  Piotr mieszka w Waterloo Ontario, Ryszard w Vancouver i Michał w Burlington - moje miasto. Mietek umarł 2 lata temu, ale Signa nadal żyje w Waterloo.

Tadeusz Bielak urodził się 3 czerwca 1918 roku. Po powrocie z Syberii pracował w gminie, razem z moją mamą. Ożenił się z córką młynarza Janiną Dworak. Miał 2 córki i 2 synów. Ewa mieszka w Warszawie. Jeden syn w Zamościu (jest dentystą), drugi mieszka w Sandomierzu.

Zmarł 30 czerwca 1998 w Janowie, pochowany jest w Kuryłówce.

Katarzyna Buniowska była siostrą księdza Marcina Buniowskiego, który pracował w Dukli, a kiedy przeszedł na emeryturę, zamieszkał u Bielaków. Codziennie przychodził do mojego dziadka. Był przyjacielem domu. Chętnie dawał się namawiać na jego ulubioną kaszę z kwaśnym mlekiem. Nauczył moją mamę techniki malarskiej. Potem wyjechał do swojej rodzinnej wioski na Pigany. Pochowany jest w Sieniawie.

 


  Powrót


Strona utworzona: 2006-04-01

Data aktualizacji: 2006-04-26