OGRÓDEK JORDANOWSKI W LEŻAJSKU
Dr Henryk Jordan propagator praw człowieka do ruchu i rekreacji. Był pionierem wychowania fizycznego w Polsce a zarazem założycielem pierwszych w Europie publicznych ogrodów gier i zabaw ruchowych dla dzieci i młodzieży. Wprowadził do wychowania fizycznego gry i zabawy na wolnym powietrzu.
Henryk Jordan zakupił z własnych funduszy park zlokalizowany na terenie błoń krakowskich. Również z własnych funduszy urządził ten park, budując na jego terenie boiska sportowe i pawilony – by mogły odbywać się na nich zabawy podczas złych warunków pogodowych, zbudował także pomieszczenia do kąpieli natryskowych. Zakupił potrzebny sprzęt sportowy, sprowadzając go ze Szwecji i Niemiec. Początkowo dominowała gimnastyka na przyrządach. Były tu korty tenisowe, ślizgawka i pływalnia. W niedługim czasie na pierwsze miejsce wysunęła się piłka nożna, stając się najpopularniejszą dyscypliną sportową w Polsce. Oprócz gier i zabaw na świeżym powietrzu, park miał za zadanie skłaniać do patriotycznych refleksji. W tym celu Henryk Jordan zamówił popiersia 42 wybitnych Polaków – poetów, pisarzy, uczonych, bohaterów, artystów, które wykonał Jan Szczepkowski – i kazał ustawić wzdłuż głównych alei. Podczas zabaw dzieci poznawały jednocześnie historię swego kraju. W 1889 - roku otwarcia parku, Rada Miejska wyrażając swą wdzięczność jego założycielowi za pracę, zaangażowanie i poświęcenie postanowiła nadać parkowi Jego imię. Natomiast Kraków uczcił pamięć dr Henryka Jordana stawiając pośrodku centralnej alei Jego popiersie w 1914 r.
W latach 1955-59 mieszkałam na ulicy Furgalskiego. W słoneczne popołudnia szalałam w pobliskim Ogródku Jordanowskim. Kierowniczką była pani Lachowa, późniejsza moja profesorka od zajęć technicznych w liceum. Oprócz piaskownicy i huśtawek, w ogródku funkcjonowała wypożyczalnia sprzętu, zabawek (taczki, rowerki, wózeczki, łopatki i wiaderka, a także hoola-hoop). Ogródek istnieje do dzisiaj, jednak po wypożyczalni od dawna nie ma śladu.
Ogródek jest
miejscem spotkań maturzystów, uczniów leżajskich szkół. Tutaj szleją dzieci na
wrotkach, grają w kosza, kopią piłkę na asfaltowym boisku.

Szanowna
Redakcjo!.
Od 30 lat mieszkam we Francji i jak co roku przyjechałam w kwietniu do Leżajska,
żeby odwiedzić moja Mamę, rodzinę i moje rodzinne miasto, w którym sie urodziłam
i spędziłam 22 lata mojego życia. Jak zwykle obeszłam Leżajsk wzdłuż i wszerz
zauważając kolejne zmiany. Niektóre z tych zmian zacierają ślady mojego
dzieciństwa, ale mowie sobie: taka jest kolej rzeczy.
Sięgnęłam z przyjemnością po kolejny numer "Biuletynu Miejskiego", a moja uwagę
zwrócił artykuł podpisany przez pana Franciszka Bacala, w którym porusza sprawę
likwidacji Ogródka Jordanowskiego. Nie wiem kim jest ten pan i jaka funkcje
sprawuje, ale przypuszczam, ze jest to osoba, która w Leżajsku się nie urodziła
i nie korzystała ze wspomnianego Ogródka.
Mam 52 lata. Kiedy byłam małą dziewczynką, wolny czas, a przede wszystkim letnie
wakacje spędzałam właśnie w Ogródku. Nie był on wtedy tak zadbany jak teraz.
Alejki były zarośnięte, stało kilka ławek, ale jak wspaniale bawiliśmy się tam!
Pamiętam trzy zjeżdżalnie, na które wchodziło się tymi samymi schodkami; jedna
była błyszcząca, wyślizgana, druga trochę mniej, a trzecia zardzewiała, bo
dzieci rzadko na niej jeździły. Była tez karuzela, piaskownica i sześć huśtawek.
Stal tez domek, w którym pracowała pani wypożyczająca dzieciom obręcze do hula
hop, hulajnogi, rowerki, piłki i inne zabawki. Ten Ogródek był dla mojego
pokolenia (i następnych pokoleń) miejscem spotkań i zabaw. W lecie, po rocznej
przerwie witaliśmy z radością dzieci, które przyjeżdżały na wakacje do swoich
dziadków z innych miast. Był to czas, kiedy każdą wolną chwile spędzało się na
powietrzu, bo nie było wtedy nawyku przesiadywania przed telewizorem (nie
wszyscy je wtedy mieli).
Mijal czas, my dawniej dzieci, staliśmy się osobami dorosłymi. Ja również
założyłam rodzinę i z moimi dziećmi zaczęłam przyjeżdżać do Leżajska. Ich
wspomnienia z moim rodzinnym miastem to Babcia i Ogródek Jordanowski (juz
zmieniony, zadbany), w którym spędzały dnie na zabawie. Moje córki są juz
dorosłe, maja 28 i 24 lata i z radością wspominają te lata. Co roku przyjeżdża
ze mną do Leżajska mój obecnie 16-letni syn. Za każdym razem po przywitaniu się
z Babcia, biegnie do Ogródka, żeby poszukać tam śladów swojego dzieciństwa.
Ja również odwiedzam to miejsce i cieszy mnie widok bawiących się w nim dzieci.
Absolutnie NIE ZGADZAM się na likwidacje Ogródka Jordanowskiego. Jest to miejsce
związane z dzieciństwem kilku pokoleń leżajskich dzieci. Uważam, ze w naszym
mieście jest miejsce i na Ogródek i na park miejski. Jeśli Ogródek zostanie
zlikwidowany, to gdzie będą się bawiły dzieci mieszkające w tej części miasta?
Mają chodzić daleko do bloków? Panu Bacali przeszkadzają stare rachityczne
drzewa. Przecież można na ich miejscu posadzić nowe, takie same jakie chce
zasądzić w parku miejskim, czyli dostatecznie duże, żeby dawały cień.
A jeśli chodzi o parking na samochody, to na pewno znajdzie się inne, bardziej
adekwatne miejsce na jego budowę.
Pan Bacal na końcu swojego listu prosi o poparcie dla swojej propozycji, a ja
proszę, żeby inne osoby dołączyły do mojego protestu przeciwko likwidacji
Ogródka Jordanowskiego, na które nie zgadzają się również moje dzieci: Ania,
Géraldine i Aleksy.
Pozdrawiam cala Redakcje i mieszańców Lezajska
Halina Granicka - Wojcik







