Fotoalbum Rodziny
Feldmanów
Fotoalbum
Rodziny Ordyczyńskich
Saga
Rodziny
Rodzina
Feldmanów
Protoplasta
Feldmanów
Protoplasta Milli
Feldman
Feldman-pdf
Milli-pdf
Rodzina Ordyczyńskich
Rodzina
Stankiewiczów
Kalendarium Rodzinne
Anka -WP
Tomek -WP
Rodzina Kiersnowskich
Groby moich
przodków
Powrót do strony
głównej
Jan Stankiewicz s. Karola [*14.03.1898- 10.02.1971]
Przez długie lata wiedziałam, że moi dziadkowie, a
rodzice taty mieszkali w Nysie. Babcię Rozalię, znałam, bo kilkakrotnie
przyjeżdżała do Leżajska. Natomiast o dziadku Janie, nie miałam pojęcia, że w
ogóle istnieje. Jeden dziadek Julian widocznie mi wystarczał, skoro nie
dopytywałam się o drugiego.
Czasami docierały do mnie komunikaty o Bieszczadach. Przyjeżdżali stryjowie z
rodzinami, spędzali kilka dni w Leżajsku, a potem wybierali się w podróż po
bieszczadzkich połoninach. Podobno tam kiedyś mieszkali. Podobno dziadek był
leśniczym w bieszczadzkich lasach. Pisali nawet w książce o gajowym
Stankiewiczu. Oglądałam nawet zdjęcia z ich podróży, ale jako nastolatka,
podziwiałam bardziej piękne krajobrazy, niż słuchałam komentarzy do tych zdjęć.
A szkoda! Bo dzisiaj wiem, że opowiadali mnóstwo historii związanych z ich
dzieciństwem, przeżyciami wojennymi.
Odkąd wybrałam się do wróżki, uwierzyłam w przesądy. Będąc w 2 klasie licealnej,
wybrałam się z koleżankami do starej babki, mieszkającej w kurnej chacie na
peryferiach Leżajska. Wróżyła z kart. Wywróżyła mi chorobę i śmierć mi bliskiej
osoby. Dosłownie za parę dni, otrzymaliśmy telegram adresowany do mojego taty,
ze smutną informacją. „Tato choruje, przyjeżdżaj”. Powaliła mnie ta wiadomość,
bo od razu skojarzyłam, że wróżba sprzed kilku dni, może się spełnić. Tato
pojechał odwiedzić chorego ojca, a ja zmagałam się sama z moją tajemniczą wizytą
u wróżki. W niespełna miesiąc, drugi telegram potwierdził przepowiednię.
Pojechałam na pogrzeb. Po raz pierwszy zobaczyłam mojego dziadka Jana, szkoda,
że niestety, leżącego w trumnie. Pamiętam ten fakt doskonale, bo kiedy
zwalniałam się u profesora biologii, że jestem nieprzygotowana do lekcji,
ponieważ byłam na pogrzebie dziadka, usłyszałam kąśliwą uwagę. Jedna wnuczka
opłakuje śmierć bliskiej osoby, a druga w tym czasie doskonale bawi się na
studniówce. Moja siostra Irena była w klasie maturalnej, i rzeczywiście bawiła
się wtedy na balu.
Dopiero po dwudziestu pięciu latach od śmierci dziadka Jana, zainteresowałam się
genealogią. Od taty dowiedziałam się, że jego rodzice pochodzą z Miękisza
Nowego. Gdzie to jest? Koło Jarosławia. Zaczęłam szukać na mapie tej
miejscowości. Rzeczywiście, jest! Zaczęłam kojarzyć fakty, próbowałam powiązać
je w sensowną całość. Skoro o Stankiewiczach wiem tak mało, to może zacznę
poszukiwać informacji o ludziach związanych z rodziną Stankiewiczów. Tato często
opowiadał o rodzinie Gedroyć. Znałam tylko Jerzego o takim nazwisku. Ale skoro
książę Władysław Gedroyć, przewijał się w życiu Stankiewiczów, to może zacznę
szukać informacji o nim właśnie. I to był dobry trop. Już wkrótce dotarłam do
rewelacyjnych materiałów. Pan Stanisław Porada, opublikował w Internecie swoją
pracę magisterską o Miękiszu Nowym pt. „Zarys Dziejów wsi Miękisz Nowy i
okolic”. Przewijało się mnóstwo informacji o książętach Gedroyć, o
Stankiewiczach, o Pliszkach, będących najprawdopodobniej rodziną mojej babki.
Księstwo Władysław i Małgorzata Renata Giedroyciowie byli właścicielami
folwarku, dużego gospodarstwa szlacheckiego w pobliżu kościoła, mieli dworek
prawdopodobnie z modrzewiowego drzewa z gankiem, dużą oborę i stodołę, budynki
magazynowe i gorzelnię. Do dworu księstwa, od drogi głównej (droga ta w tamtym
okresie była jednym z głównych traktów w kierunku Lwowa) prowadziła ponoć
przepiękna aleja lipowa, którą bardzo często przejeżdżały różne bryczki i
powozy, książę tutaj również przyjmował gości.
Rodzina ta pochodziła z Wołynia / dzisiejsze terytorium Białorusi/. Do naszej
miejscowości przybyli prawdopodobnie pod koniec XIX wieku. Byli również
właścicielami bardzo dużych obszarów ziemi w całej okolicy. Do nich należały
pola na całym dzisiejszym „Mokrym”, lasy i pola ciągnące się za ówczesnymi „Korczunkami”i
„Sieniawką” w stronę wschodnią, lasy okalające wieś Czerniawkę od strony
zachodniej, lasy i stawy rybne w Korzenicy. Byli również właścicielami stawów
rybnych w Nowej Grobli. Bezpośrednio tymi stawami, w ich imieniu, zarządzał
mieszkaniec Nowej Grobli - Trembicki. Ich główną siedzibą był jednak Kulików
/dzisiejsza Ukraina/, gdzie mieli o wiele większy dwór, zwany pałacem i dobra
ziemskie. Majątek księstwa w Miękiszu Nowym to kilkanaście par koni,
kilkadziesiąt krów i oczywiście gorzelnia, w której produkowano spirytus. Do
dzisiejszego dnia widoczne są fragmenty tamtej budowli - owej gorzelni (była
murowana z cegły) usytuowana w kierunku południowym od zabudowań Pani Adamów. Za
gorzelnią znajdował się duży staw, który wówczas służył jako schładzarka do
wyprodukowanego spirytusu. Produkty gorzelni były zabierane i wywożone do
Kulikowa. Majątek funkcjonował do wybuchu I wojny światowej. W momencie wejścia
na nasz teren wojsk rosyjskich rodzina Giedroyciów wraz z dziećmi, zmuszona była
opuścić nasze tereny i udać się w swe rodzinne strony na Wołyń.
Tato zaczynał przypominać sobie więcej faktów, a ja skrzętnie notowałam je na
karteluszkach. Więcej dowiedziałam się od najmłodszego stryja Janka, który
pokazał mi akt zgonu dziadka. Zweryfikowałam informacje. Okazało się, że dziadek
urodził się 14 marca 1898 roku, w Rawie Ruskiej-Małe Mosty.
Był synem Karola Stankiewicza i Anny Baran. Miał 7 lub 9 braci, nie miał
siostry. Chrzestnym był prawdopodobnie książę Gedroyć. Książę Gedroyć,
właściciel dużego folwarku w Miękiszu Nowym, podobno będąc w Paryżu, wygrał w
karty klucz wsi, zwerbował swoich ludzi, zabierając ze sobą m. in. Jana
Stankiewicza, Rozalię Piliszko i przeniósł się w okolicę Złoczowa . Wybudował
gorzelnie w Kulikowie. 25 maja 1915 roku Księstwo Władysław i Małgorzata Gedroyć,
, wyjechali do Kulikowa. Kulików-wieś i gmina, powiat Radziechów. Jan pracował u
księcia Władysława Gerdoyc'a, jako gajowy w Kulikowie.
Tam najprawdopodobniej poznali się Jan Stankiewicz i Rozalia Piliszko- rodzice
Antoniego. Rozalia urodziła się 14 lutego 1900 roku w Laszkach, mieszkała w
Miękiszu Nowym k/ Jarosławia. We wsi zapanował zaraza – cholera. Na tę chorobę w
1915 roku we wsi zmarło 20 osób. Na przednówku 1916 roku we wsi zapanował głód.
Po cholerze, przyszła ospa (umierały głównie dzieci), a po niej tyfus głodowy.
To wtedy, najprawdopodobniej 4 siostry Rozalii zmarły na tyfus. Jedna siostra
została zakonnicą.
Rozalia, dopiero w Kulikowie poznała swojego narzeczonego Jana. Pobrali się, nie
z miłości. Podobno, książę Gedroyć, wyswatał ich, ponieważ zauważył, że jego
córka podkochiwała się w przystojnym Janie. Ślub odbył się w Łopatynie w 1922
roku. W Kulikowie urodziło im się 3 z 5 synów: Karol, Władysław i Antoni. W 1927
roku książę Władysław Gedroyć, kupił ziemię w Żubraczem, koło Cisnej w
Bieszczadach. Chciał zapewnić lepsze warunki klimatyczne swojej chorej na
gruźlicę córce Jadwidze. Kupili majątek od Gertnera. Miał 3000 ha lasu. Dopóki
Gertner się nie wyprowadził mieszkali w barakach. Władysław i Małgorzata
Gedroyciowie mieli córkę Paulinę, Jadwigę, Zofię i syna Witolda.
Zabrał ze sobą Rodzinę mojego dziadka. Dziadek pracował tam, jako gajowy. Dwa
lata później urodził się czwarty syn Franciszek, a w 1943 roku, najmłodszy syn
Jan. Dziadek podczas wojny wraz z Janem i Adolfem Filipczakiem organizowali
przerzut ludności na Węgry. W okresie od jesieni 1939 r do początku 1940 r
dzięki ich ryzykownej akcji, granicę przekroczyło 500-600 osób. Większość z nich
uciekała na Węgry, by uniknąć deportacji na roboty do Niemczech.
13 kwietnia 1940 roku, jego 16 letni syn, Antoni Stankiewicz, wraz z córką
księcia Gedroycia-Jadwigą Kociałkiewiczową oraz pani Porzycką - wdową (?) po
majorze i jakimś studentem ze Lwowa, (który mieszkał z panią Porzycką w
Żubraczem około 1 miesiąca), z pomocą Józefa Woźnicy zostali przeprowadzeni do
granicy polsko-węgierskiej. Mieszkali w komfortowej 5-piętrowej kamienicy przez
prawie miesiąc, potem Antoni trafił do polskiego obozu w Nyiregyháza-Sóstó. Na
Węgrzech Antoni Stankiewicz chodził do polskiej rolniczej szkoły zawodowej-około
3 km od Estergomu (Ostrzyhomia). W lipcu 1940 r wrócił do kraju, pracował w
lasach w Żubraczem. W 1941 roku został deportowany na przymusowe roboty do
Niemiec. Po kapitulacji Niemiec 8 maja 1945 r. można było wracać do kraju.
Większość deportowanych, postanowiła nie wracać do ojczyzny, wyjechała na
Zachód. Antoni, tęskniąc za rodziną, postanowił jednak wrócić do wolnej Polski.
W sierpniu 1945 r Antoni wagonem bydlęcym wrócił z Niemiec do Żubraczego.
Biogramy:
Władysław i Małgorzata Giedroyć
Data utworzenia: 2006-03-04 Data aktualizacji: 2006-03-05